Prawda wychodzi na światło dzienne, chociaż nikt jej nie szuka. Menander.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wesprzyj, przyjacielu, naszą misję – Twoja kawa daje siłę prawdzie.

Netanjahu i plan “wymazania” Gazy – czy świat naprawdę to zaakceptuje?

Premier Izraela Benjamin Netanjahu przedstawił swój gabinetowi kontrowersyjny plan przejęcia części, a docelowo całej Strefy Gazy. Zaledwie cień zawieszenia broni, a już mówi się o aneksji, wysiedleniach i całkowitym przeobrażeniu terytorium. Czy to desperacka próba ratowania rządu przez ustępstwa wobec ekstremistów, czy może przemyślany krok ku nowemu porządkowi, który może zakończyć się katastrofą dla milionów?

 Plan aneksji Gazy – polityka czy zemsta?

Benjamin Netanjahu, od lat mistrz przetrwania na scenie izraelskiej polityki, tym razem gra wyjątkowo wysoko. Jak podaje Haaretz, izraelski premier w rozmowach z członkami rządu otwarcie mówi o planie przejęcia terytorium Gazy. Oficjalnie – po to, by "rozwiązać problem palestyński". Nieoficjalnie – by zadowolić najbardziej radykalne skrzydło swojej koalicji i zapobiec jej rozpadowi.

Na pierwszy rzut oka plan wygląda jak strategiczne manewrowanie w politycznym potrzasku – postawienie Hamasowi ultimatum, które nie może zostać przyjęte, a w razie odmowy rozpoczęcie aneksji, krok po kroku. Ale czy to tylko polityczna gra? A może mamy do czynienia z czymś znacznie mroczniejszym – próbą faktycznego wymazania Gazy z mapy?

Netanjahu obiecuje "rozwiązanie" poprzez przejęcie pasa bezpieczeństwa wzdłuż granicy, później północy Strefy, aż wreszcie całego terytorium. Oficjalnie w ramach bezpieczeństwa. W praktyce – jak przyznają jego koalicjanci – mówimy o stworzeniu sytuacji, w której 2,3 miliona ludzi zostanie "zmuszonych do szukania nowego życia gdzie indziej". 

Smotrich i Ben Gvir – duchowi architekci nowej Gazy?

By zrozumieć, dlaczego ten plan w ogóle ujrzał światło dzienne, trzeba spojrzeć na dwóch ludzi stojących w cieniu premiera: Bezalela Smotricha i Itamara Ben Gvira. Obaj są dziś potężni. Obaj są ekstremistami. I obaj chcą, by Gaza... przestała istnieć.

Smotrich to minister finansów, ale jego ambicje sięgają znacznie dalej niż Excel i budżet państwa. To ideolog, który otwarcie mówi o konieczności budowy państwa opartego na zasadach religijnych – nie demokratycznych. To także człowiek, który kilka miesięcy temu podczas konferencji osadników zadeklarował: "Gaza będzie całkowicie zniszczona", a jej mieszkańcy mają zostać "skoncentrowani" na południu, "zdesperowani", gotowi do "relokacji".

To nie są metafory. To są realne plany etnicznego przesiedlenia, które w innym kontekście geograficznym byłyby nazywane czystką lub ludobójstwem.

Ben Gvir z kolei to minister ds. bezpieczeństwa narodowego, który uważa, że pomoc humanitarna dla Gazy to... "kapitulacja wobec Hamasu". Ten sam człowiek, który miał w domu zdjęcie Barucha Goldsteina – terrorysty, który zamordował 28 muzułmanów w Hebronie. Czy taki ktoś ma moralne prawo decydować o losie milionów ludzi?

Świat reaguje – ale czy wystarczająco?

Plan Netanjahu, jakkolwiek absurdalny czy radykalny by się nie wydawał, nie został sformułowany w politycznej próżni. Jak twierdzi Haaretz, został on już przekazany amerykańskiemu sekretarzowi stanu – Marco Rubio (w administracji Trumpa) – i ma jego pełne poparcie. Jeśli to prawda, mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko lokalnym konfliktem. Mamy do czynienia z próbą zmiany mapy Bliskiego Wschodu przy milczącej zgodzie globalnej potęgi.

Ale pojawiają się też pierwsze jaskółki oporu. Emmanuel Macron zapowiedział, że we wrześniu na forum ONZ uzna Palestynę za państwo. W Wielkiej Brytanii nowy premier Keir Starmer także rozważa taki krok, pod naciskiem Partii Pracy i opinii publicznej, która coraz częściej używa słowa "ludobójstwo", opisując działania Izraela w Gazie.

Czy to wystarczy? Czy kilka deklaracji państw zachodnich może zatrzymać brutalną maszynerię wojny, wypędzeń i politycznego wyrachowania?

Gaza – miejsce, gdzie nie da się mieszkać

Nie zapominajmy o podstawowym fakcie: Gaza już teraz jest niemal nie do życia. Według ONZ ponad 80% mieszkańców zostało przesiedlonych. Infrastruktura – zniszczona. Szpitale – ledwo funkcjonujące. Dostęp do wody, żywności, leków – dramatycznie ograniczony.

A mimo to Izrael, pod presją swoich ministrów, zdecydował się ograniczyć nawet te resztki pomocy. Tylko po to, by nie "dać paliwa Hamasowi". Problem w tym, że to nie Hamas głoduje – to zwykli ludzie. Kobiety, dzieci, starcy. Ci, którzy nie mają nic wspólnego z polityką, ale stają się ofiarami planu, który traktuje ich życie jak przeszkodę do usunięcia.

Netanjahu zwiększył nieco przepływ pomocy humanitarnej – ale zrobił to w sobotę, kiedy jego koalicjanci obchodzili Szabat. Ben Gvir uznał to za zdradę. Stwierdził, że nawet w czasie szabatu "jest dostępny 24/7" i powinien był zostać skonsultowany. To pokazuje, że nawet symboliczna pomoc wywołuje furię wśród najbardziej skrajnych członków rządu.

Czy świat pozwoli na kolejne ludobójstwo?

Zbyt często historia pokazuje, że ludobójstwa nie dzieją się nagle. One rosną. Są przygotowywane propagandowo, społecznie i militarnie. W Rwandzie też zaczęło się od "karania buntowników". W Bośni – od "obrony przed ekstremistami". Tu – mamy dokładnie ten sam scenariusz.

Plan aneksji Gazy nie jest tylko dokumentem politycznym. To realna zapowiedź dalszego cierpienia, przesiedleń i destrukcji. I jak zawsze – świat stoi na rozdrożu. Może zareagować teraz – stanowczo, wyraźnie, bez kompromisów. Albo po raz kolejny zareaguje zbyt późno – wtedy, gdy ciała będą już liczone w dziesiątkach tysięcy, a mapa Bliskiego Wschodu zostanie przerysowana krwią i ruinami.

Pytanie więc nie brzmi już "czy to się wydarzy?", ale: czy ktoś odważy się to zatrzymać, zanim będzie za późno?

Autor: Siódemka

Źródła:

1/https://thepeoplesvoice.tv/netanyahu-vows-to-erase-gaza-in-weeks-to-solve-the-palestinian-problem/

Jeśli chcesz, to możesz wesprzeć nasze działania: https://buycoffee.to/archiwum-tajemnic

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Wyślij

Alior Bank