Spis treści
Katastrofa UFO nad Morzem Bałtyckim
W 1959 roku w Gdyni doszło do niezwykłego wydarzenia, które do dziś wzbudza wiele kontrowersji. Według naocznych świadków niezidentyfikowany obiekt latający wpadł do wody niedaleko portu.
Świadkowie relacjonują, że niezwykły obiekt latający dostrzegli na niebie 21 stycznia około piątej nad ranem. Z wyglądu przypominał on wielkie latające cygaro, które mierzyło około 4 metrów długości. Pojazd zawisł na chwilę nieruchomo nad Placem Kaszubskim po czym skierował się w stronę portu. Po chwili pojazd wpadł do wody.
Wydarzenie to obiło się szerokim echem i przyciągnęło uwagę badaczy tajemnic, który porównywali tą historię do tego, co wydarzyło się w Roswell w 1947 roku.
Osoby, które obserwowały to tajemnicze zjawisko na niebie dodają, że natychmiast po kontakcie z wodą ujrzeć można było słupy pary wodnej, które świadczyły o tym, że obiekt, który utonął musiał mieć bardzo wysoką temperaturę.

Mieszkańcy Gdynii niedługo po tej sytuacji widzieli podobno spaloną istotę, która z wyglądu nie przypominała człowieka. Owa postać pełzała po plaży w kierunku okolicznych lasów. Dziś w tym rejonie znajduje się rezerwat przyrody Kępa Redłowska.
Katastrofę UFO w Polsce relacjonowały również zachodnie media. Według nich ciała kosmitów z Polski zostały wywiezione do Moskwy. Przewoziły je ciężarówki chłodnicze.
Choć historia może bardziej przypominać ludowy folklor, to ówczesne władze wysłały nawet zespół nurków, aby dokładnie zbadały akwen wodny, gdzie miał rozbić się statek kosmiczny. Ludzie opisywali, że widzieli istoty pozaziemskie, które miały na sobie błyszczące skafandry. Istoty te na rękach nosiły coś, co z wyglądu przypominały bransoletki.
Według spekulacji, kiedy radzieccy lekarze podjęli się zbadania kosmitów, to wtedy ich funkcje życiowe krytycznie spadły. Istoty te wpadły w stan podobny do hibernacji.
Zdarzenie z Gdyni z 1959 roku wciąż pozostaje jednym z najbardziej intrygujących przypadków domniemanego kontaktu z obcą cywilizacją w Europie Środkowej. Mimo upływu ponad sześćdziesięciu lat, wielu świadków tamtych wydarzeń do dziś podtrzymuje swoje relacje.
Jednym z mieszkańców, który widział obiekt na własne oczy, był pan Marian K., wówczas młody portowy pracownik. W wywiadzie udzielonym lokalnej prasie w latach 90. mówił:
"To nie był żaden samolot. Nie wydawał dźwięku silnika, poruszał się płynnie, jakby przecinał powietrze bez oporu. Miałem wrażenie, że coś nas obserwuje."
Jeszcze bardziej zagadkowa była rzekoma istota, którą świadkowie widzieli pełzającą po plaży. Niektórzy twierdzą, że miała wydłużoną czaszkę, szarawą, przypaloną skórę i poruszała się z trudem. Inny z mieszkańców, pan Eugeniusz W., wspominał:
"Była noc, ale światło z latarni wystarczyło, by zobaczyć jej sylwetkę. Nie wyglądała jak człowiek. Miała długie kończyny i świecące oczy. Potem nagle zniknęła w lesie."
Wśród teorii spiskowych, które narosły wokół tego incydentu, pojawiają się doniesienia, że miejsce wpadnięcia obiektu zostało szybko odizolowane, a świadkowie – uciszeni. Dziennikarz śledczy z Niemiec, Klaus Weber, który badał tę sprawę na początku lat 80., napisał w swojej książce "Geheimnisse der Ostsee":
"W aktach radzieckiego wywiadu natrafiłem na wzmiankę o tajemniczym 'incydencie w porcie Gotenhafen', który rzekomo miał charakter wojskowy i został zaklasyfikowany jako 'obiekt strategiczny nieziemskiego pochodzenia'."
Niektórzy ufologowie sugerują, że za historią z Gdyni mogą stać eksperymenty wojskowe – być może testy nowych technologii radzieckich. Jednak nawet ta hipoteza nie tłumaczy wszystkich zjawisk: opowieści o świetlistych sylwetkach, parze wodnej unoszącej się nad morzem czy tajemniczych istotach z bransoletami, które według niektórych przypominały "urządzenia komunikacyjne lub systemy podtrzymywania życia".
W archiwach pojawiają się także informacje, że jeden z nurków, który brał udział w tajnej operacji poszukiwawczej na dnie portu, po latach wspominał:
"Znaleźliśmy coś, co wyglądało jak fragment wypalonego metalu. Nie przypominał żadnego znanego stopu. Miał gładką, czarną powierzchnię, która nie przewodziła ciepła ani prądu. Po tym, jak przekazaliśmy go wojsku, ślad po nim zaginął."
Dziś pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Czy naprawdę doszło do kontaktu z obcą cywilizacją? Czy historia ta została celowo zatuszowana przez komunistyczne władze, które współpracowały z ZSRR? A może była to tylko zbiorowa halucynacja lub literacka legenda miejska, która z biegiem lat urosła do rangi polskiego Roswell?
Jedno jest pewne – incydent w Gdyni z 1959 roku na zawsze zapisał się w annałach polskiej ufologii jako jedno z najbardziej tajemniczych wydarzeń XX wieku.
Autor: Siódemka
Źródła:
1/ (6) Enigma październik - listopad 2023
Jeśli chcesz, to możesz wesprzeć nasze działania: https://buycoffee.to/archiwum-tajemnic




Dodaj komentarz