Spis treści

Przeklęta wyspa na morzu Banda – wyspa Bulawan
Na mapie Indonezji jest miejsce, które wygląda jak raj – zielona plama pośród turkusowej wody, z białym piaskiem i gęstą roślinnością. A jednak mieszkańcy okolicznych wysp mówią, że to nie raj, tylko brama do świata duchów. Bulawan – wyspa, o której od wieków szeptano przy ogniskach, wymawiając jej nazwę z lękiem. Przeklęta wyspa na morzu Banda, o której mówią, że przyciąga ludzi tylko po to, by już nigdy ich nie wypuścić.
Złoto, które kusi i zabija
Legenda głosi, że pierwszym, który odnalazł złoto Bulawan, był miejscowy rybak imieniem Iram. Pewnej nocy sieci jego łodzi zaplątały się o coś ciężkiego. Gdy wyciągnął je z wody, ujrzał bryłki metalu, które w świetle księżyca błyszczały jak płynny ogień. Zaniósł je do wioski i pokazał starszyźnie, a ci orzekli, że to znak od duchów morza. Iram, zachłanny, nie posłuchał ostrzeżenia, że tego skarbu nie wolno dotykać.
Kilka dni później znaleziono jego ciało wyrzucone na brzeg – oczy miał otwarte, a twarz zastygłą w przerażeniu. Od tamtej pory miejscowi wierzą, że wyspa ma swojego strażnika – istotę zwaną „Penjaga Emas”, czyli Strażnik Złota. Ma przybierać postać człowieka, ale jego oczy świecą jak węgiel, a głos słychać tylko w snach. Rybacy mówią, że kto usłyszy ten szept, musi natychmiast zawrócić, inaczej już nie wróci.
Przeklęta wyspa na morzu Banda i ekspedycja, która zniknęła
Jedną z najbardziej znanych historii związaną z Bulawan jest los ekspedycji doktora Haruna Basriego z 1938 roku. Był on archeologiem z Jawy, który wierzył, że wyspa kryje ruiny starożytnego miasta. Wraz z grupą pięciu pomocników dotarł na Bulawan w sierpniu tamtego roku. Miał ze sobą dziennik, w którym opisywał każdy dzień badań. Ostatni wpis kończył się słowami: „Znaleźliśmy kamienną bramę... wygląda jak wejście do świątyni, czuję, że coś nas obserwuje”. Tydzień później ich łódź została znaleziona dryfująca w pobliżu wyspy, bez załogi, bez zapasów, bez notatek. Dziennik doktora znaleziono kilka miesięcy później w skrzyni wyrzuconej przez fale na wybrzeże Ambonu. Ostatnia strona była rozmazana wodą, ale można było odczytać jedno zdanie: „Otworzyliśmy drzwi, których nie wolno było otwierać”. Do dziś nikt nie wie, co się stało z członkami ekspedycji. Nie znaleziono ich ciał, nie natrafiono na żadne ślady obozu. Jakby po prostu zniknęli.
Głosy z mgły i śpiew duchów
Mieszkańcy wyspy Seram, leżącej najbliżej Bulawan, mówią o zjawisku, które nazywają „nyanyian laut” – morski śpiew. W niektóre noce, szczególnie gdy nad morzem unosi się gęsta mgła, słychać z oddali melodie przypominające lamenty kobiet. Wierzy się, że to dusze tych, którzy zginęli na Bulawan, błagające o modlitwę.
Pewien żeglarz z Nowej Gwinei wspominał, że kiedy jego statek przepływał w pobliżu wyspy, usłyszał z wody wyraźne wołanie: „Tolong... jangan pergi!” – „Pomóż... nie odchodź!”. Myślał, że ktoś się topi, więc zbliżył się do brzegu, ale wtedy fale uderzyły z taką siłą, że prawie przewróciły łódź. Potem nastała cisza. Na wodzie unosiły się jedynie ptasie pióra, choć żadnych ptaków w okolicy nie było.
Niektórzy badacze próbują tłumaczyć to zjawisko echem podmorskich prądów lub dźwiękami wiatru odbijającymi się od klifów. Ale miejscowi nie mają wątpliwości – to głosy zmarłych, które ostrzegają przed wejściem na wyspę.
Bulawan po zmroku – wyspa, która nie śpi
Bulawan wygląda niewinnie za dnia. Ma zaledwie kilka kilometrów długości, porośnięta jest gęstą dżunglą i otoczona skalistymi brzegami. Ale nocą wszystko się zmienia. Widać błyski światła, jakby ktoś rozpalał ogniska wśród drzew, choć nikt tam nie mieszka. W 2002 roku grupa studentów z Ambonu postanowiła to sprawdzić.
Rozbili namiot na pobliskiej wysepce i obserwowali Bulawan przez lornetkę. Widzieli poruszające się światła, jak latarnie, które w pewnym momencie zaczęły układać się w krąg. Jeden z nich twierdził później, że przez obiektyw zobaczył sylwetki ludzi w białych szatach, stojących na brzegu i patrzących prosto w ich stronę. Rano, gdy wstali, na piasku obok namiotu znaleźli odcisk stopy – ale był tylko jeden. Jakby ktoś stanął, popatrzył i odszedł.
Przeklęta wyspa na morzu Banda – oddech uśpionego wulkanu czy brama duchów?
Są też tacy, którzy próbują wyjaśnić to wszystko naukowo. Według niektórych geologów Bulawan to pozostałość po podmorskim wulkanie, który wciąż „żyje”. Wydobywające się spod ziemi gazy mogą powodować halucynacje, uczucie lęku, a nawet utratę przytomności. Dlatego ludzie, którzy tam trafiają, widzą rzeczy, których nie ma. Ale co z głosami nagranymi przez nurków? W 2010 roku grupa filmowców próbowała sfilmować dno wokół Bulawan. Po powrocie odtworzyli nagrania i usłyszeli dziwne dźwięki przypominające ludzkie szepty, choć żaden z nich nie mówił pod wodą.
Kiedy dźwięk spowolniono, z szumu wyłoniło się zdanie w nieznanym języku. Tłumacz z Makassaru powiedział, że słowa przypominają staromalajski: „Ziemia należy do nas”. Zaginione dusze i milczące morze Najbardziej przerażająca historia dotyczy jednak burzy z 1959 roku. Wtedy w pobliżu Bulawan zaginął statek handlowy "Sunda Laut" z czternastoosobową załogą. Nie znaleziono po nim śladu – żadnych szczątków, żadnych ciał, żadnej wiadomości radiowej.
Dwa tygodnie później jedna z łodzi ratunkowych wypłynęła sama na powierzchnię, bez załogi. Wewnątrz znaleziono tylko pęknięty kompas i dziennik kapitana. Na ostatniej stronie było zapisane jedno zdanie: „Niebo otworzyło się i zobaczyliśmy światło pod wodą”. Niektórzy mówią, że to była eksplozja gazów. Inni – że otwarła się brama, o której mówili starcy z wyspy Seram. Brama, przez którą duchy mogą wejść do świata żywych.
Bulawan Bulawan fascynuje i przeraża jednocześnie. To miejsce, gdzie granica między nauką a duchowością zaciera się niemal całkowicie. Może to tylko złudzenia wywołane przez naturę... a może ostrzeżenie dla tych, którzy próbują posiąść to, co nie jest im dane. Bo przeklęta wyspa na morzu Banda to nie tylko legenda. To przypomnienie, że w każdym miejscu, nawet najbardziej egzotycznym i pięknym, może kryć się coś, czego człowiek nie powinien budzić. A może to właśnie dlatego Bulawan pozostaje nietknięta – bo sama natura postawiła tam strażników, którzy pilnują, by ludzka ciekawość nie przekroczyła granicy między światem żywych i umarłych...
Autor: Siódemka



Dodaj komentarz