Spis treści

Pogrzebani żywcem – historie na faktach
Czy można naprawdę obudzić się w trumnie? To pytanie brzmi jak z horroru, ale historia zna dziesiątki przypadków, które sprawiają, że ciarki przechodzą po plecach. Od średniowiecza po XXI wiek, ludzie – uznani za zmarłych – nagle poruszali się, oddychali, a nawet wołali o pomoc. Czy to błędy medycyny, czy coś, czego nauka nie potrafi wyjaśnić? Jak powiedział kiedyś lekarz Christoph Hufeland: „Granica między życiem a śmiercią nie jest tak oczywista, jak sądzimy.”
Pogrzebani żywcem w dawnych wiekach
Strach przed przedwczesnym pogrzebem towarzyszył ludziom od stuleci. W XVIII wieku, po licznych epidemiach, zaczęto mówić o „żywych trupach” – ludziach, którzy w rzeczywistości nie umarli, tylko zapadli w głęboki letarg. Lekarze nie znali jeszcze śpiączki ani katalepsji, więc każdy, kto przestał oddychać, był uznawany za martwego.
W Niemczech powstawały tzw. Leichenhausy – domy dla zmarłych, gdzie ciała czekały kilka dni, zanim je pochowano. W niektórych z nich dyżurowali strażnicy, którzy mieli obserwować, czy ktoś nie... poruszy się.
Francuska prasa XIX wieku donosiła o paryżance, którą uznano za zmarłą po ataku histerii. Gdy po kilku dniach otwarto trumnę, by przenieść ją do grobowca, kobieta leżała w innej pozycji. Jej dłonie były rozdrapane, a wnętrze wieka porysowane paznokciami. Świadek zdarzenia pisał potem: „Jej twarz była pełna przerażenia, jakby widziała samą śmierć.”
W tamtych czasach podobne historie były tak częste, że zaczęto wymyślać trumny bezpieczeństwa – z dzwonkiem, rurką do oddychania, a nawet mechanizmem, który unosił flagę na powierzchni ziemi. Dziś wydaje się to groteskowe, ale dla ówczesnych ludzi było kwestią życia i śmierci. Dosłownie.
Pogrzebani żywcem w Polsce – między legendą a rzeczywistością
Polska również ma swoje mroczne opowieści. I nie są to wyłącznie legendy przekazywane przez babcie przy świecach.
W 1893 roku pod Lwowem (dziś terytorium Ukrainy) zmarła młoda kobieta o imieniu Katarzyna. Chorowała na tyfus, więc pogrzeb odbył się szybko. Po kilku dniach, gdy przenoszono groby, odkryto, że ciało leżało w innej pozycji. Dłonie były zakrwawione, a wnętrze wieka porysowane. Mieszkańcy wsi mówili, że nocami słychać było stukanie z ziemi.
Jeszcze bardziej wstrząsający był przypadek z 1901 roku spod Siedlec. Młoda dziewczyna, Marianna, została pochowana po nagłej chorobie. Po dwóch dniach matka śniła, że córka błaga ją o ratunek. Sen był tak realistyczny, że rodzina zdecydowała się na ekshumację. Kiedy otwarto trumnę, ciało było odwrócone na bok, a usta otwarte, jakby w niemym krzyku. Ksiądz, który był obecny przy ekshumacji, zanotował w kronice: „Nigdy nie zapomnę tego widoku. Jakby człowiek walczył ze śmiercią, lecz przegrał, bo nikt go nie usłyszał.”
Z Podkarpacia pochodzi inna historia, tym razem szczęśliwsza. W latach 30. pewien rolnik, Tomasz Lis, spadł z konia i stracił przytomność. Lekarz uznał go za zmarłego. Kiedy grabarz przygotowywał ciało do pogrzebu, zauważył drgnięcie dłoni. Zamarł. Po chwili zobaczył, że mężczyzna lekko oddycha. Tomasz przeżył i opowiadał później, że „słyszał głosy ludzi, ale nie mógł się ruszyć, jakby dusza była zamknięta w klatce”.
Pogrzebani żywcem w naszych czasach
Ktoś mógłby powiedzieć: „To dawne czasy, dziś to niemożliwe”. A jednak... W XXI wieku nadal zdarzają się podobne historie.
W 2014 roku w Głogowie starszy mężczyzna został uznany za martwego. Ciało przewieziono do zakładu pogrzebowego. Gdy pracownik miał rozpocząć przygotowania do pochówku, zauważył lekki ruch klatki piersiowej. Mężczyzna oddychał. Lekarze później tłumaczyli, że znajdował się w stanie głębokiej hipotermii, przez co jego tętno i oddech były prawie niewykrywalne.
W 2016 roku w Lubelskiem doszło do podobnego zdarzenia. Kobieta uznana za zmarłą po zatrzymaniu krążenia... ocknęła się w chłodni. Pracownik zakładu pogrzebowego, który zauważył ruch, uciekł z krzykiem. Kobietę przewieziono z powrotem do szpitala, gdzie przeżyła jeszcze dwa dni.
Na świecie także dochodzi do takich przypadków. W 2023 roku w Peru Rosa Isabel Céspedes Callaca obudziła się podczas własnego pogrzebu. Rodzina usłyszała stukanie z trumny. Kiedy ją otwarto, kobieta miała otwarte oczy i próbowała mówić. Jej kuzyn powiedział później w telewizji: „Widziałem, jak rusza ustami. Myślałem, że to cud.”
A w Indiach, w 2020 roku, 27-letnia kobieta uznana za martwą po gorączce zaczęła poruszać się w chwili, gdy rodzina przygotowywała ją do kremacji. Świadkowie twierdzili, że otworzyła oczy, a wszyscy uciekli w popłochu. Przeżyła.
Pogrzebani żywcem – strach, który nie umiera
Zjawisko przedwczesnych pochówków fascynowało i przerażało ludzi przez wieki. Alfred Nobel zażyczył sobie, by nie chować go, dopóki lekarze nie upewnią się, że naprawdę nie żyje. Hans Christian Andersen zostawiał przy łóżku karteczki z napisem: „Nie jestem martwy!” George Washington poprosił, by jego pogrzeb odbył się dopiero po trzech dniach od śmierci. To nie przesada. To ludzki lęk.
W XIX wieku w Niemczech sprzedawano nawet gotowe „trumny ratunkowe” z dzwonkiem i rurką do oddychania. Niektórzy zlecali budowę krypt z małym okienkiem, aby strażnik mógł sprawdzać, czy „zmarły” nie daje znaków życia. Czy ktoś z nich naprawdę został uratowany? Tego nie wiemy. Ale sam fakt, że ludzie wydawali na to fortuny, mówi wiele o tym, jak bardzo bali się ciemności, ciszy i... zapomnienia.
Współcześnie ten lęk przybiera nową formę. Niektórzy proszą, by włożyć im do trumny telefon. Tak, prawdziwy telefon komórkowy. „Na wszelki wypadek” – tłumaczą. W Stanach Zjednoczonych i Meksyku to już niemal tradycja, a także w Polsce zdarzają się takie prośby. Pracownicy zakładów pogrzebowych przyznają, że czasem wkładają telefon do kieszeni marynarki zmarłego.
Czy to przesąd? A może głęboko zakorzeniony strach, że śmierć czasem tylko udaje? Jak powiedział kiedyś pewien grabarz z Krakowa: „Ludzie boją się nie śmierci, tylko tego, że jeszcze przez chwilę będą żywi, a nikt tego nie zauważy.”
I może właśnie dlatego – mimo postępu medycyny i technologii – człowiek wciąż nie potrafi spokojnie zaufać granicy między życiem a śmiercią. Bo gdzie ona naprawdę przebiega? W sercu, które przestaje bić? W oddechu, który zamiera? A może w chwili, gdy przestajemy być słyszani przez innych?
Niektórzy wolą mieć pewność. Dlatego wkładają do trumny telefon. Bo... nigdy nie wiadomo, czy cisza w grobie to naprawdę koniec rozmowy.
Autor: Siódemka



Dodaj komentarz