Gdy Jezus Chrystus pojawił się dziś, nikt by go nie ukrzyżował. Zostałby zaproszony na obiad, wysłuchany i z całego serca wyśmiany. Thomas Carlyle

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wesprzyj, przyjacielu, naszą misję – Twoja kawa daje siłę prawdzie.

Zełenski w Waszyngtonie – instrukcje od elit, tajne układy Putina i Trumpa i cienie masonerii nad Europą

Światowe media zachwycały się uśmiechami i słowami Zełenskiego, który po spotkaniu z Trumpem ogłaszał, że była to „najlepsza rozmowa w historii”. Ale Biblia ostrzega: „Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo – wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie ujdą” (1 Tes 5,3). Czy to, co widzimy dziś, nie jest właśnie realizacją tego ostrzeżenia? Zełenski wcale nie negocjował – on odebrał instrukcje. Trump i Putin już wcześniej, na Alasce, omówili najważniejsze sprawy, a masoneria z Francji, Niemiec i Włoch tylko zatwierdziła scenariusz. A scenariusz ten może prowadzić do wydarzeń znacznie większych niż lokalna wojna – do globalnego starcia, o którym prorocy i wizjonerzy mówili już setki lat temu.

Zełenski – nie przywódca, lecz pionek

„To było najlepsze spotkanie, jakie kiedykolwiek odbyliśmy” – powiedział Zełenski, stojąc obok Trumpa w Waszyngtonie. Słowa te bardziej przypominały dziękczynienie ucznia wobec mistrza niż niezależną deklarację przywódcy wolnego narodu. Za zamkniętymi drzwiami omawiano kwestie terytorialne – Krym, Donbas, Zaporoże, Chersoń. Rosja jasno mówi, że nie odda ziem, Ukraina twierdzi, że nigdy się ich nie zrzeknie. A jednak… na Zachodzie coraz głośniej wspomina się o „kompromisach terytorialnych”.

Czy Zełenski nie stał się tylko figurą, którą przesuwają wielcy gracze? Właśnie dlatego pojawia się pytanie: kto naprawdę decyduje o losach Ukrainy – Kijów, czy Biały Dom?

Trump i Putin – tajny układ na Alasce

Kilka dni przed rozmową z Zełenskim Trump spotkał się z Putinem. Oficjalnie – nic nadzwyczajnego, ot dialog o pokoju. Nieoficjalnie – wydarzenie o ogromnym znaczeniu.

Źródła alternatywne od dawna sugerują, że dwaj przywódcy mogli tam uzgodnić najważniejsze elementy przyszłego porządku. Niektórzy mówią o podziale świata na strefy wpływów – kto kontroluje Azję, kto Europę, kto surowce, a kto technologie. Jeszcze inni twierdzą, że omawiano coś znacznie bardziej mrocznego – miejsce i czas wybuchu III wojny światowej.

To nie jest tylko teoria bez podstaw. Już w XIX wieku generał mason Albert Pike pisał w liście do włoskiego rewolucjonisty Giuseppe Mazziniego o planie trzech wojen światowych. O pierwszej – by obalić carat i zniszczyć monarchie. O drugiej – by wzmocnić komunizm i otworzyć drogę do powstania Izraela. I wreszcie o trzeciej:
"Trzecia wojna światowa musi zostać wywołana przez wykorzystanie różnic pomiędzy politycznym syjonizmem a światem islamskim. Konflikt będzie tak prowadzony, aby islam i syjonizm wzajemnie się wyniszczyły, a inne narody zostaną zmuszone do walki aż do całkowitego wyczerpania fizycznego, moralnego i ekonomicznego."

Czy to, co widzimy dziś na Ukrainie i w napięciach na Bliskim Wschodzie, nie jest realizacją właśnie tego planu?

Masoneria – cichy uczestnik szczytu

Przy stole w Białym Domu zasiadali przywódcy Francji, Niemiec i Włoch. Oficjalnie – by wspierać pokój. Nieoficjalnie – jako reprezentanci lóż masońskich, które od wieków sterują światową polityką. To oni mają odgrywać rolę „cichych architektów” chaosu, którzy poprzez wojny i kryzysy przygotowują drogę do Nowego Porządku Świata.

Dlatego wielu komentatorów niezależnych twierdzi, że spotkanie w Waszyngtonie było nie tyle negocjacją, co rytuałem. Masoneria musiała potwierdzić scenariusz: Ukraina jako pionek, Europa jako teatr, a świat wprowadzany krok po kroku w stan chaosu kontrolowanego.

Nostradamus i proroctwa o wielkiej wojnie

Nie tylko Biblia i Albert Pike ostrzegali. Nostradamus, XVI-wieczny astrolog i wizjoner, pisał o wielkiej wojnie, która wybuchnie na wschodzie Europy, a potem obejmie cały świat. W jednym z jego czterowierszy czytamy:

"Wielka wojna wybuchnie na wschodzie,
lud z północy zetrze się z zachodnim sojuszem.
Krew zaleje rzeki, a ogień ogarnie miasta,
aż wielki król południa podniesie miecz."

Dla wielu badaczy to jasne odniesienie do konfliktu rosyjsko-zachodniego, którego epicentrum znajduje się właśnie w Ukrainie.

Militarne przygotowania zamiast pokoju

Gdyby świat naprawdę zmierzał ku pokojowi, widzielibyśmy ograniczanie zbrojeń i inwestycje w odbudowę. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Państwa zwiększają budżety obronne w rekordowym tempie, produkują nowoczesną broń, a w Polsce już oficjalnie mówi się o budowie tysięcy schronów przeciwlotniczych.

Czy to wygląda na przygotowania do pokoju? A może raczej na przygotowania do wojny, którą elity już mają zapisaną w swoim scenariuszu?

Brandon Briggs i współczesne proroctwo

Nie tylko Biblia, Nostradamus czy Albert Pike ostrzegali przed globalnym konfliktem. Amerykański kaznodzieja i wizjoner Brandon Briggs w swoich proroctwach miał wizję wielkiej wojny, która rozpocznie się od Europy Wschodniej, a potem pochłonie resztę świata. Według niego:
"Zobaczyłem, jak narody gromadzą broń, jakby przygotowywały się do czegoś wielkiego. Widziałem płonące miasta, a potem ogień rozlał się na cały świat. To będzie wojna, jakiej świat nigdy wcześniej nie widział."

Słowa Briggs’a, choć przez wielu lekceważone, brzmią dziś niepokojąco znajomo.

Świat na krawędzi wypełnienia proroctw

Biblia, Nostradamus, Albert Pike i Brandon Briggs – wszyscy ostrzegali, że nadejdzie moment, w którym świat zostanie wprowadzony w największy konflikt w historii. To, co widzimy w Waszyngtonie, nie jest więc początkiem pokoju, lecz preludium do burzy.

"Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo – wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada…".
Czy to ostrzeżenie właśnie wypełnia się na naszych oczach?

Autor: Siódemka

Dodaj komentarz

Wyślij

Alior Bank