Spis treści

Legenda o Czernihowskim Drakuli
W północnej Ukrainie, wśród wzgórz i mgieł nad rzeką Desną, od wieków krąży opowieść o istocie, którą ludzie nazwali Czernihowskim Drakulą. To legenda tak stara, że nikt już nie pamięta, kiedy ją po raz pierwszy szeptano przy ogniu. Jedni mówią, że to tylko mit – symbol zła, które nawiedza człowieka, gdy ten zbyt głęboko sięga w tajemnice śmierci. Inni zaś przysięgają, że Czernihowski Drakula był prawdziwy… i że do dziś jego cień krąży po zrujnowanych monasterach i lasach, w których nawet ptaki milką o zmierzchu.
Początki legendy o Czernihowskim Drakuli
Korzenie tej historii sięgają nie XVIII, lecz XVII wieku – czasów krwawych buntów i religijnych sporów, gdy ziemie te spływały krwią w czasie powstania Bohdana Chmielnickiego. Wtedy właśnie na dworze nieopodal Czernihowa żył polski szlachcic – hrabia Dunin-Borkowski, wojownik i administrator tych ziem, który zyskał sławę nie tylko z powodu swej odwagi, ale i… niezwykłego okrucieństwa.
Według miejscowych podań Dunin-Borkowski był człowiekiem o przenikliwych oczach i zimnym sercu. Gdy kozacy podnieśli bunt, hrabia miał bronić swojej posiadłości z fanatyczną determinacją, nie oszczędzając nikogo. Mówiono, że rozkazał powiesić wszystkich chłopów, którzy odmówili mu posłuszeństwa, a ich krew spływała po dziedzińcu jak po kamiennych stopniach do piekła. Ale nawet po zakończeniu walk, gdy większość magnatów wróciła do swoich pałaców, Dunin-Borkowski nie zaznał spokoju.
Miejscowi zaczęli zauważać, że nie starzeje się jak inni. Że zawsze pojawia się nocą, a jego twarz – coraz bledsza – zdaje się unikać światła dnia. Niektórzy słudzy przysięgali, że widzieli, jak hrabia wchodził do podziemnej krypty starego monasteru Eletskiego i znikał tam na całe godziny. Gdy ktoś odważył się pójść za nim, więcej go nie widziano.
Dunin-Borkowski i krwawe rytuały
Zachowała się wzmianka w jednym z klasztornych manuskryptów z 1653 roku, gdzie anonimowy mnich zapisał:
„Widziałem pana tego domu, jak modlił się nie do Boga, lecz do czegoś, co było cieniem. Prosił o moc nad śmiercią, a w ofierze składał krew człowieczą”.
To właśnie ten zapis stał się początkiem przekazu o klątwie, która miała spaść na Dunin-Borkowskiego. Według legendy, gdy kozacy w końcu zdobyli jego majątek, znaleźli tylko ciało hrabiny – blade i wysuszone, jakby ktoś wyssał z niej życie. Sam Dunin-Borkowski zniknął bez śladu.
Po kilku tygodniach zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zmarli żołnierze z jego oddziału znajdowali się z rozciętymi szyjami, a mieszkańcy pobliskich wiosek widywali na rozstajach mężczyznę w czarnym płaszczu, który pytał o drogę „do domu Duninów”. Stary mnich z Eletskiego monasteru napisał:
„Przychodził nocą, nie rzucał cienia i nie czynił krzyża. Jego oczy były jak dwie dziury w ziemi, z których sączy się noc.”
Wkrótce po tych wydarzeniach zakonny przeor nakazał zamurować wszystkie wejścia do podziemnych krypt. Do dziś w murach monasteru widać cegły o ciemniejszym odcieniu – jakby nasiąkły czymś, czego nie sposób wypłukać.
Zmiana imienia i narodziny Czernihowskiego Drakuli
Z biegiem czasu imię Dunin-Borkowskiego zatarło się w pamięci ludzi, ale legenda przetrwała. W XVIII wieku nowi mieszkańcy tych ziem, nie znając już historii polskiego hrabiego, zaczęli mówić o „panu z Czernihowa, który żywił się krwią”. Kiedy na Ukrainę dotarły wieści o wołoskim władcy Vladzie Tepesie, opowieść naturalnie połączyła się z jego mitem. I tak narodziło się nowe imię – Czernihowski Drakula.
Niektórzy folkloryści uważają, że Dunin-Borkowski faktycznie istniał i że jego zachowanie – skrajna brutalność, nocne wędrówki, dziwna izolacja – mogły sprawić, że ludzie uznali go za coś więcej niż człowieka. Z kolei inne źródła mówią, że po jego śmierci znaleziono testament, w którym prosił, by nie grzebać go w poświęconej ziemi, lecz w „ciemności, gdzie cisza jest wieczna”.
Czy był to dowód na jego winę, czy tylko wyraz rozpaczy człowieka, który popełnił zbyt wiele zła? Tego już nikt nie wie.
Cienie powstania i zaginione podziemia
W czasie powstania Chmielnickiego Czernihów kilkukrotnie zmieniał władców – przechodził z rąk polskich do kozackich i z powrotem. W tych chaosie i krwi wielu ludzi ginęło bez śladu, a całe wsie znikały z map. Właśnie w tym okresie powstały pierwsze wzmianki o tajemniczych katakumbach, które miały prowadzić z ruin dworu Dunin-Borkowskiego aż pod monaster Eletsky.
Według jednej z legend, gdy wojska Chmielnickiego zbliżały się do miasta, hrabia miał schronić się w podziemiach z grupą swoich ludzi i kilkoma jeńcami. Gdy nikt z nich już nie wrócił, mówiono, że „zabił ich wszystkich, by przedłużyć własne życie”.
Kilkaset lat później, w latach 90., ukraińscy archeolodzy rzeczywiście odkryli fragment zawalonego tunelu z resztkami dawnych murów i zardzewiałym żelaznym krzyżem, wbitym w kamień. Podobno znaleziono tam też stary pierścień z herbem Dunin-Borkowskich – orłem i gwiazdą. Po tym znalezisku część badaczy uznała, że legenda mogła mieć historyczne podstawy.
Wieczny głód i przekleństwo
Mówi się, że Czernihowski Drakula był przeklęty nie przez ludzi, lecz przez Boga – za to, że w imię potęgi złożył ofiarę z niewinnych. Według niektórych opowieści duchowni próbowali odprawić nad jego kryptą egzorcyzmy, lecz płomienie świec gasły same, a woda święcona wrzała w naczyniach. Inni powiadali, że jego duch nawiedzał pola bitew, szukając krwi, która mogłaby utrzymać jego ciało w ruchu.
Podobno ostatni raz widziano go w czasie II wojny światowej. Pewien niemiecki żołnierz, który brał udział w plądrowaniu monasteru, miał zapisać w dzienniku:
„W katakumbach zobaczyłem coś, co wyglądało jak człowiek, ale nie było nim. Jego skóra była jak kamień, a oczy – czerwone jak żar.”
Rok później wszyscy z jego oddziału zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.
Czernihowski Drakula dziś
Dziś legenda o Czernihowskim Drakuli jest częścią lokalnej tożsamości. Młodzi ludzie organizują noce duchów w ruinach klasztoru, a starsi ostrzegają, by po zmroku nie schodzić w dolinę Desny. Mówi się, że gdy w nocy księżyc jest krwisty, można usłyszeć echo kroków i szelest szaty.
W Czernihowie istnieje nawet kamień zwany „krwią hrabiego” – ma czerwonawy odcień i leży niedaleko ruin jego dawnego dworu. Według wierzeń, kto go dotknie, ten przez trzy dni nie zazna snu.
Niektórzy duchowni mówią, że ta historia to przestroga – że każdy, kto zapragnie mocy nad życiem i śmiercią, prędzej czy później sam stanie się niewolnikiem ciemności. Bo choć Dunin-Borkowski pragnął nieśmiertelności, dostał tylko wieczną samotność.
Legenda o Czernihowskim Drakuli jest więc nie tylko opowieścią o wampirze, ale też o człowieku, który nie umiał pogodzić się z losem. To historia o pysze, o grzechu i o tym, że nawet największe bogactwo i potęga nie znaczą nic wobec wieczności.
Autor: Siódemka


Dodaj komentarz