Spis treści
Demony z eteru – tajemnica pochodzenia UFO
Od dziesięcioleci ludzie z całego świata relacjonują obserwacje tajemniczych obiektów na niebie – świetlistych kul, metalicznych dysków czy "latających cygar", które pojawiają się nagle i równie szybko znikają. Czy te zjawiska to tylko błędy percepcji, eksperymenty wojskowe, czy może coś znacznie bardziej niepokojącego? Istnieje teoria, według której UFO nie są wcale przybyszami z kosmosu, lecz manifestacjami duchowych bytów – i to niekoniecznie przyjaznych. Niektórzy uważają, że władze od dawna znają tę prawdę, ale ją ukrywają, bo jest zbyt szokująca dla opinii publicznej.
Collins Elite – zakazane bramy i demoniczne UFO
Czy naprawdę istniał sekretna grupa wewnątrz amerykańskiego rządu, która uznała, że to, co nazywamy UFO, nie pochodzi z odległych galaktyk, lecz z otchłani duchowej? Nick Redfern – autor książki Final Events... – twierdzi, że Collins Elite wierzyła, iż to demoniczne byty ukrywające się pod płaszczykiem nowoczesności próbują zwieść ludzkość. To nie technologia z kosmosu, lecz starożytne siły zła odziane w cyfrową maskę.
Według relacji Redferna, grupa ta powstała po 1947 roku, kiedy fala obserwacji UFO zaczęła wywoływać niepokój wśród wojskowych. Pytania mnożyły się: dlaczego UFO znikają na oczach radarów? Dlaczego mają tak głęboki wpływ psychiczny na świadków? Dlaczego porwania są tak "duchowo" podobne do dawnych opętań?
Nie trzeba było długo czekać, aż pojawił się ktoś, kto zaproponował inną perspektywę – nie fizyczną, lecz duchową.
Rytuały Crowleya – okultystyczna inżynieria świadomości
Aleister Crowley – przez jednych uważany za wizjonera, przez innych za proroka Szatana – odegrał kluczową rolę w tej układance. W 1918 roku, prowadząc rytuał „Amalantrah Working”, twierdził, że nawiązał kontakt z bytem imieniem Lam – istotą o wielkiej głowie i czarnych oczach. Przypominał... greya. Tak, te same istoty, które dziś pojawiają się w opisach porwań przez UFO.
Crowley wierzył, że rytuały magiczne są sposobem otwierania bram do innych światów – i że nie wszystko, co przechodzi przez te bramy, ma dobre intencje. I właśnie te bramy miały być później jeszcze szerzej otwarte…
Jack Parsons, scjentologia i otchłań
W 1946 roku Jack Parsons – naukowiec, okultysta i współzałożyciel laboratorium JPL, które dało początek NASA – przeprowadził z L. Ronem Hubbardem (późniejszym twórcą scjentologii) rytuał o nazwie Babalon Working. Celem było sprowadzenie „bogini” Babalon na Ziemię – energii żeńskiej, pierwotnej, kosmicznej.
Brzmi mistycznie? Może. Ale Collins Elite uznała, że to właśnie wtedy otwarto nową bramę – bramę, przez którą zaczęły przenikać istoty, które do dziś nawiedzają ludzkość. Parsons wierzył, że "nowa era" ludzkości zostanie zapoczątkowana przez kontakt z tym, co nadnaturalne – tyle że nie spodziewał się, iż mogą to być siły nie z kosmosu, a z piekła.
Struktura Collins Elite – cienie w cieniu rządu
Collins Elite nie była oficjalną organizacją. Nie miała logo, biur, struktur – istniała „na marginesie” realnych agencji, takich jak DIA, CIA czy Air Force Intelligence. Jej członkowie rekrutowali się z wywiadu, teologii, nauk ścisłych i psychologii.
Ich celem nie było badanie UFO jako technologii – ale rozpoznanie duchowej natury zjawiska. Twierdzili, że większość tzw. "bliskich spotkań" przypomina egzorcyzmy, objawienia demoniczne, opętania. W wielu przypadkach świadkowie doświadczeń UFO mieli po nich depresję, poczucie „duchowej pustki”, a nawet myśli samobójcze.
W jednym z ich wewnętrznych raportów miał się pojawić zapis:
„To nie są istoty z kosmosu. To zjawiska z wymiaru duchowego – kłamliwe, przebiegłe, manipulujące.”
Incydent „Gabriel” – cień bez źródła
Rzekomo w 1952 roku przeprowadzono eksperyment nazwany przez informatorów Redferna „Projektem Gabriel”. W jednym z podziemnych kompleksów wojskowych w Nevadzie zespół próbował wywołać kontakt z nieznanym bytem, łącząc technologię z okultyzmem – dźwięk, światło, fale, rytuał.
W trakcie eksperymentu, jak opowiada świadek:
„Temperatura w pomieszczeniu spadła. Światła zaczęły migotać. Sygnał zniknął. A w kamerach pojawił się cień... Cień bez źródła.”
Eksperyment przerwano. Pastor biorący udział w projekcie miał powiedzieć:
„To nie jest nauka. To coś, co zna nas lepiej niż my sami siebie. Coś, co nie powinno być przywołane.”
Wkrótce potem projekt zakończono. Część uczestników rzekomo przeszła załamania nerwowe. Dokumentacja? Skasowana. Oficjalna wersja? Nie istniała.
Airshipy i ich niepokojąca obecność od 1896 roku
Wszystko to mogło jednak zacząć się znacznie wcześniej. Lata 1896–1897 – era „phantom airships” nad USA – przyniosły setki zgłoszeń o latających maszynach w kształcie cygar. Świadkowie opowiadali o postaciach z „dziwnym światłem w oczach”, o głosach z powietrza i o obiektach, które pojawiały się i znikały jak duchy.
Jedna z relacji z Sacramento z 1896 roku zawiera cytat:
„Throw her up higher – she’ll hit the steeple!” – krzyknęła istota z pokładu tajemniczego statku. Czy to byli ludzie? Wynalazcy? A może... coś więcej?
Collins Elite w swojej retrospektywnej analizie uznała, że tamte airshipy były nie tyle maszynami, co „maskami” – duchowymi projekcjami. Zmaterializowanymi iluzjami.
Zakończenie – UFO to demony
Nie każdy chce w to wierzyć. Większość ludzi nadal marzy o kosmicznych braciach, o obcych, którzy przyniosą nam wiedzę, pokój i nowe technologie. Ale Collins Elite ostrzega: to kłamstwo. Pięknie zapakowane oszustwo. Fałszywy mesjasz technologiczny, który zstąpi nie z nieba, ale z duchowej otchłani.
„Demony nie muszą dziś wyglądać jak potwory z rogami. Dziś mają kształt dysków. Mają wielkie oczy. I mówią: 'Przyszliśmy, by pomóc.'”
Ale ich pomoc zawsze kończy się zniewoleniem duszy.
UFO to nie przybysze z innych planet. UFO to demony.
Autor: Siódemka
Źródła:
1/ audycja youtube Polaraxa pod tytułem: Elita Collinsa, UFO i airshipy



Dodaj komentarz